hanki-pisanki - - - Blog jakby kulinarny

czwartek, 24 lipca 2014

Farfalle z cukinią i suszonymi pomidorami


Pomidory, które w poprzednim poście były malusimi krzaczkami dziś mają - niektóre - półtora metra wysokości i owocują jak szalone. Żółte, czerwone, pomarańczowe i czarne. Lato!
A jeśli lato, to leciutkie pasty. Gust mojej prawie 6-letniej córki idzie tu po skrajności w prostocie. Jej ulubione danie to dowolny makaron al dente (spaghetti, pióra, kokardy) polany oliwą i posypany grubą solą morską ("Znów dajesz dziecku kluski z olejem?" - utyskuje moja mama).
Sobie muszę coś do tych klusek dodać i tak powstają czasem fajne pomysły.
W tym tygodniu pracowy lunch box wypełniłam makaronem z cukinią i suszonymi pomidorami.
Spróbujecie?

 Farfalle z cukinią i suszonymi pomidorami (3 porcje)
pół op. makaron kokardki
zielona lub żółta podłużna cukinia, mała
suszone pomidory w oliwie
ząbek czosnku
ser typu włoskiego (ew. sałatkowa feta)
pół kuli mozarelli
opcjonalnie starty parmezan lub pecorino romano
oliwa z oliwek
sól, pieprz czarny


Makaron wrzucam do gotującej się, osolonej wody.
Cukinię ze skórką kroję w kwadraciki (całą na krzyż i potem w plastry), pomidory suszone w podobny kształt, podobnie sery. Czosnek siekam drobniutko lub przeciskam przez praskę.
Rozgrzewam oliwę, wrzucam cukinię i podsmażam mieszając na intensywnym grzaniu by była zrumieniona od zewnątrz i twardawa w środku.Solę i pieprzę do smaku.
Zmniejszam grzanie pod cukinią, wrzucam suszone pomidory z odrobiną ich zalewy (ok. łyżka, do smaku), pokrojone sery, mieszam. W tym czasie makaron powinien być ugotowany na twardo. Odlewam makaron, ale nie hartuję zimną wodą. Wrzucam całość lub wybraną ilość do podsmażonej cukinii z pomidorami, mieszam, chwilę podgrzewając.
Wykładam na talerze, posypuję tartym parmezanem (jeśli mam), podlewam oliwą do smaku.

poniedziałek, 5 maja 2014

Wiosną ciastka rosną

 Tarty z piasku: do foremek tartowych nasypać mokrego jasnego piasku, mocno docisnąć, odwrócić, postukać, wysunąć. Uzupełnić nadzieniem ze szpinaku (trawa koszona), kwiatów (płatki jabłoni), niezapominajek. Nie spożywać bo chrupie w zębach.


 Własnoręcznie wyhodowane z nasion główeczki sałaty lodowej chrupkiej. Czekam, aż osiągną kształty klasycznej główki.

 
 Zachęcona ubiegłym rokiem zaszalałam z pomidorami na balkonie. Już rosną: żółte, pomarańczowe i czarne. Zobaczymy, którym będzie u mnie najlepiej. Oraz czy kot nie wystraszy wszystkich owadów zapylających.

"Świat nie jest taki zły - niech no tylko zakwitną jabłonie"


"Ciastek Zebra" czyli ciasto zebra w formie "ludzika" zwanego Ciastkiem.

2 jajka
0,75 szkl cukru
2 szkl mąki
125 mln wody
0,5 szkl. oleju
aromat migdałowy lub rumowy
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki kakao

Jajka zmiksować z cukrem na kogel-mogel. Dodawać powoli mąkę, wodę, olej, aromat i proszek do pieczenia. Miksować do gładkości. Połowę ciasta przelać do osobnej miski i zmiksować z kakao.
Ciasto jest raczej gęste, wolno spływa z łyżki.
Do dowolnej ale nie za dużej formy (u mnie - ludzik, zwykle używam małej kwadratowej lub średniej do babek z kominkiem), natłuszczonej o ile nie jest z silikonu, wkładać na przemian po łyżce ciasta. Łyżka jasnego, na nią łyżka ciemnego, jasnego, ciemnego - i tak do wyczerpania zapasów. Ciasto się powoli rozlewa po całej formie tworząc po upieczeniu wąskie paski zebry.
Piec przez 45 min. w piekarniku nagrzanym do 180 st.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kalafior pieczony


1 cały kalafior
przyprawa curry
oliwa z oliwek
sól

Piekarnik nagrzewam do 190 stopni (termoobieg)
Kalafiora pozbawiam liści, myję, kroję na pół i dzielę nożem na większe różyczki (wielkości powiedzmy dziecięcej dłoni). Układam na blasze piekarnikowej. Każdą różyczkę posypuję z wierzchu i od środka drobną solą, przyprawą curry oraz polewam odrobiną oliwy.
Piekę w piekarniku ok. 20-25 minut.

Taki kalafior jest o niebo lepszy od gotowanego w wodzie i polewanego zasmażaną "bułeczką".
Brak ryzyka "rozgotowania" - zachowuje pełen smak i jędrność. Nie jest suchy.
Idealny zamiast ziemniaków w tradycyjnym zestawie ze smażonym mięsem lub rybą.

wtorek, 25 marca 2014

Koktajl jogurtowy


mały kubeczek jogurtu naturalnego
kilka truskawek (5-7 sztuk)
opcjonalnie: 2 łyżki cukru
blender ręczny

Jogurt wlałam do wysokiego naczynia, wsypałam truskawki, miksowałam blenderem 30 sekund. Dosłodziłam, bo słodyczo-żerna córka "naturalnej słodyczy jeszcze nie docenia. (Pst. Nie mówcie o tym cukrze innym Blogerom - orędownikom zdrowego żywienia ;)

wtorek, 11 marca 2014

Ciasto w 25 minut

Był piątek wieczór, gdy z moją 5-latką przeglądałyśmy najnowszy numer KUKBUKA -  pisma kulinarnego, któremu kibicuję, mimo, że trochę już skręca w moją nieulubioną stronę jedzeniowego snobizmu i lepszej jakości zdjęć niż tekstów.
W nowym KUKBUKU - wiadomo. Przepiękne zdjęcia przepięknych dań z trudno dostępnych składników. Ale co dostrzega moja córka? Nie zieloną sałatkę z okładki, ale zupełnie zwyczajną reklamę, bodaj serka do serników, gdzie na zdjęciu pyszni się ciasto z karbowanymi brzegami, bitą
śmietaną i malinami.
Wiecie, żaden prawdziwy przepis, tylko reklama z przepisem.
- Mamo, zrób takie koniecznie!
Nie ma rady, robię.
Ale robię własne, pamiętając jak zawsze na ludziach robi wrażenie, gdy się białe coś (śmietanę, krem, serek) posypie owocami i gdy to coś leży na symetrycznym i równym spodzie.
Domyślnie ciasto takie powstaje na gotowych blatach biszkoptowych, używa się doń bitej śmietany w sprayu i posypuje "sezonowymi" owocami.
Mam maliny mrożone, myślę, spoza sezonu, wielki kubek śmietanki 30-stki, pozostałej po karnawale, blachę do tart oraz komplet jaj.
Nie mam światła dziennego, żeby to w stop-klatkach uwiecznić ani profesjonalnego aparatu, który by sobie z ciemnością dał radę.
Jest więc ciasto, nie ma stop-klatkowych zdjęć. Dacie radę? ;)


Biszkopt z malinami i bitą śmietaną (super szybki - 25 min.)
4 jaja
4 łyżki cukru
4 łyżki mąki

maliny mrożone (opakowanie)
pół kubka śmietany 30 proc. schłodzonej(!)
łyżka cukru pudru

blacha do tart (z wgłębieniem)

Białka jaj ubiłam mikserem na pianę, stopniowo po ubiciu przelałam do nich żółtka, dalej miksowałam. Miksując dosypywałam cukier po łyżce i mąkę. To ostatnie na bardzo wolnych obrotach, żeby nie "przebić".
Nie stukałam mikserem ani niczym innym w miskę z masą! To ważne, bo jakikolwiek wstrząs przebija bąbelki powietrza w cieście i może wyjść zakalec.
Delikatnie przelałam masę na nasmarowaną tłuszczem i wysypaną bułką tartą (lub mąką) formę do tart, wstawiłam do piekarnika (180 st.) i piekłam przez 20 minut.
Po wyjęciu z piekarnika delikatnie nakryłam blachę dużym talerzem i  odwróciłam, by góra znalazła się na dole, na taletrzu.
Gdy biszkopt przestygł (ok. 15 minut) położyłam nań rozmrożone maliny.
Do miski wlałam śmietanę (musi być zimna, prosto z lodówki, bo się nie ubije) i ubijałam mikserem.
Pod koniec ubijania posłodziłam cukrem pudrem. (miksujemy tylko do momentu złapania sztywności przez śmietanę, inaczej zrobimy masło).
Jako szprycy cukierniczej, której nie lubię, bo to zawracanie głowy, użyłam czystej torebeczki śniadaniowej, której lekko ucięłam po skosie jeden róg na dnie. Przełożyłam do torebki ubitą śmietanę i polewałam po malinach. 
Najlepsze po chłodzeniu przez kilka godzin, bo wówczas bisztopt już nie jest taki suchy - nasiąka kwaśnym sokiem z malin.


środa, 5 marca 2014

Jak zrobić paluchy grissini. W 11 obrazkach

 W misce mieszam ciepłą wodę, ok. 30 g. drożdży świeżych (lub opakowanie suszonych) oraz łyżeczkę cukru. 
Wody jest tyle, ile chcę uzyskać paluchów (lub blatów na pizzę bo to jest to samo ciasto). Najczęściej używam ok. 0,5 szkl. - 0,75 szkl.
Wstawiam na 5 minut w ciepłe miejsce (u mnie - do piekarnika elektrycznego nagrzanego do 40 st., opcja "wyrastanie ciasta")




 To słabe zdjęcie ilustruje to, co dzieje się z zaczynem po 5 minutach. Zaczyn syczy i ma lekką piankę po poruszeniu.
 Dosypuję ok. szklankę mąki oraz wmieszaną weń łyżeczkę soli. Mieszam łyżką, znów podsypuję mąki i tak robię dopóki ciasto nie uzyska konsystencji ciasta do ugniatania. Lepiącego się trochę do rąk.
 Ciasto polewam oliwą z oliwek (!). Jeden chlust. Może ze 2 łyżki? Zagniatam dalej, aby przestało się kleić do rąk i było w miarę twarde, takie jak - powiedzmy - ciasto na makaron. Podsypuję mąki w razie potrzeby, jeśli czuję w dłoniach, że jest nadal zbyt miękkie i luźne.
 Tak wygląda ciasto lekko wyrobione, gotowe do dalszego wyrastania. Wstawiam je w ciepłe i nieprzewiewne miejsce (ten sam piekarnik 40 st. lub - pod przykryciem - obok kaloryfera. Nie może być przewiewów powietrza) na minimum 30 minut. Powinno podwoić objętość.
Minęło ok. 30 minut i ciasto jest wyrośnięte, gotowe do zamiany w paluchy.
 Na stolnicy rozsypuję trochę gruboziarnistej morskiej soli.
Odrywam skrawek ciasta (tyle ile mi się mieści między 3 palcami prawej ręki ;) i nie podsypując mąką zaczynam go rolować w długi paluch.
 Rolując czuję, czy ciasto się klei czy też roluje się łatwo. Jeśli się klei, każdy skrawek ciasta po oderwaniu leciutko opruszam mąką, zagniatam w dłoni i dopiero roluję.
Mąka generalnie utrudnia rolowanie, bo ciasto się ślizga. Używam jej więc tylko, jeśli to konieczne.
 Każdy paluch pod koniec rolowania zbliżam do kupki z solą i zahaczam o kilka ziarenek, tak by przylgnęły na całej długości. Ich ilość nie może być zbyt duża na paluchu, bo sól morska jest bardziej słona i będą niejadalne.
Paluch roluję do długości i szerokości jaką lubię najbatrdziej. Najczęściej są szerokości ok. 1 cm. Mogą być grubsze, lub chudsze. Te chudsze będą bardziej chrupiące, te grubsze - pulchniejsze w środku.


 Paluchy układam na blasze piekarnikowej. Może być natłuszczona oliwą, ale nie musi. (nigdy mi jeszcze nie przywarły, mają oliwę w sobie). Z podstawowej ilości ciasta (0,75 szkl. wody i 2 szkl. mąki) wychodzą mi dwie blachy, czyli drugą turę układam na czymś innym niż blacha. Najczęściej - bambusowej macie.
Wkładam w ciepłe miejsce na kolejne 30 minut do wyrastania, choć od biedy mogą być pieczone od razu. Będą wówczas twardsze i mniej puszyste w środku.
Wyrośnięte piekę 11 minut w 220 st. (jak pizzę)


Paluchy po upieczeniu.
Stygną ok. 5 minut i natychmiast znikają.
Najlepsze na ciepło, moczone w miękkim masełku czosnkowym.
Dobre też następnego dnia, gdy są twarde i wysuszone.